Morelkowe rady od kuchni

Kuchnia sercem domu

To wpis przedstawiający nową kategorię na blogu: kuchnia i jedzenie. Rzecz jasna będzie o kuchni i o jedzeniu.

Nie ma rady, jeśli chcesz się dowiedzieć o co tak naprawdę będzie chodziło w tej kategorii, musisz przebrnąć przez pierwszy „tekstowy” wpis na blogu.

Ale don’t worry, wszystko przeczytasz, zanim zdążysz zaparzyć kawę. Serio.

(I może nawet Ci się spodoba.)

Od początku…

W pierwszym wynajmowanym mieszkaniu posiadaliśmy coś na kształt kuchni, która miksowała się z przedpokojem.

Do dyspozycji mieliśmy zaledwie 4 urządzenia z kategorii kuchennego wyposażenia. Mianowicie, lodówkę, mikrofalówkę, ręczny mikser i płytę elektryczną z dwoma palnikami. Dopiero po jakimś czasie nasz zbór powiększył się o zielony piekarnik, czyli o popularny piecyk z rynku.

Za miejsce do krojenia służył kawałek blatu umieszczonego na pralce oraz biurko. Posiadaliśmy jedną szufladę. Tę od biurka. Dwie nieduże szafki wiszące i malutki zlew. Na prowizorycznym blacie stała płyta elektryczna. To wszystko znajdowało się na niewielkiej powierzchni, bowiem całe ówczesne mieszkanko mierzyło nie więcej jak 17 metrów kwadratowych. Już nawet jedna osoba w kuchnio-przepokoju mogła cierpieć na niedostatek tlenu.

Kuchenny flow młodej żony

Nic na to nie poradzę, że po cichu pałam drobną miłością do biologii i czuję miętę do chemii. To pozostałości maturalne i chwilowe okresy na studiach. Nie martw się, nie będę używać fachowego słownictwa, bo cierpię na wkurzającą przypadłość dobrej, ale krótkiej pamięci. Jednak, to co raz udaje mi się zapamiętać, ma dla mnie ogromną wartość.

Ludzkie serce pracuje nieustannie. Musi działać w takich warunkach jakie mu fundujemy. Raz wychodzi mu to na dobre, innym razem nieświadomie skazujemy je na krótszy żywot. I tak też jest w kuchni. Raz, przygotowujemy super smaczne i zdrowe posiłki dla całej rodziny, innym razem omijamy lodówkę z daleka, bo brakuje nam czasu.

Jako mężatka z niewielkim stażem uważałam, że najlepsze posiłki to te, które są przygotowywane przez kilka godzin. I najlepiej, kiedy są podawane w dużych ilościach. Bo przecież dużo znaczy lepiej.

Teraz połącz to wszystko z kuchennym sprzętem w naszym pierwszym mieszkaniu. Masz to?

Tak, długie godziny przy dwóch palnikach elektrycznych, plus mały zlew pełen brudnych naczyń i jeszcze mniej miejsca do przygotowywania czegokolwiek. Od tego codziennego armagedonu dostawałam szału.

Z czasem okazało się też, że i ubrania stały się ciut za małe.

Na szczęście nadszedł moment, w którym powiedziałam „dość”. Od wtedy szukałam takich rozwiązań, które pozwolą na przygotowanie smacznych dań w możliwie najkrótszym czasie. Oczywiście miało być też zdrowo, a jakże!

Moja kuchnia sercem domu

Przez te kilkanaście miesięcy powoli rozgryzałam tajniki dobrej organizacji kuchni, posiłków i czasu. Testowałam, kombinowałam, aż w końcu znalazłam to, co się sprawdza. Każdy sposób i przepis został przygotowany na miarę. Na miarę potrzeb i możliwości.

I tak oto, teraz:

w mojej kuchni czas przygotowania dania wyznaczają minuty potrzebne do ugotowania makaronu al dente. Innym razem odpowiedzialność spada na grubość pokrojonego ziemniaka, a w ostateczności na gotową panierkę. Najpiękniej jest wtedy, kiedy ja poświęcam 10 minut na przygotowanie obiadu, który będzie robił się sam przez kolejne 30.

Kuchnia stała się sercem domu. Rano pompuje do nozdrzy zapach parzonej kawy, a zapchany zlew nie zatrzymuje jej pracy.

Będę przeszczęśliwa, kiedy się zainspirujesz i także swoją kuchnię urządzisz na miarę.