Papierowa wiklina - inspiracje

Jak zorganizowałam w mieszkaniu kącik wypoczynkowy? Cz.1

Pamiętacie moje świąteczne drzewko? Kiedy je rozbierałam, było mi smutno, że ten przytulny nastrój już się skończył. Odkąd stanęło ono na komodzie, co wieczór, z nie lada przyjemnością włączałam białe cotton balls’y i patrzyłam, jak iskrzą się papierowe choinki . 

Od momentu zapakowania świątecznych ozdób do kartonu bardzo mi ich brakowało. Mniej więcej w tym samym momencie zrodził się pomysł zrobienia kosza na koce, a wraz z nim wymyśliłam, jak mogę wrócić do tego jakże przyjemnego nastroju. 🙂

Cotton balls  do kącika wypoczynku

Papierowe choinki trafiły do pudła na świąteczne ozdoby, białe gałązki do kosza, a świecące kule, których szkoda było mi chować, postanowiłam wykorzystać do wystroju na co dzień. Jednak krótki kabel od białych cotton ballsów skutecznie utrudnił mi te zamiary. Nabyłam nowe, dłuższe, w odcieniach mięty…która niebyt pasowała do kosza. Możliwe, że zastanawiacie się jakim cudem wybrałam złe kolory. Ano, gdyby nie zła wola pani ekspedientki i gdyby nie kartka z tekstem „kliencie prosimy o przemyślane zakupy…” ukryta na najwyższej półce i zakryta za kasą wszystkim co się dało, szybko wymieniłabym je na te w odcieniach szarości. 

Plułam sobie w twarz, że nie przemyślałam dokładnie swoich zakupów. Lecz z drugiej strony, nie mogę wyzbyć się przekonania, że zwrot produktu, nie powinien zależeć od polityki firmy. Ta, w której kupowałam „niemiętowe” cotton ballsy miała właśnie swoją: „mamy chińskie, tanie rzeczy, trochę pachnące tandetą, więc nie licz na to, że z chęcią przyjmiemy je z powrotem, a tobie pozwolimy się cieszyć z udanego zakupu”. Wychodząc powiedziałam sobie, że już nigdy więcej do tego sklepu nie wejdę. Panie Boże, chroń. 

Dlatego, punktem honoru tego dnia było zrobienie wszystkiego, by nie dopuścić myśli o źle wydanych 23 złotych i 99 groszy. Co to, to nie!

Wyjęłam i ściągnęłam wszystkie cotton ballsy (te białe, wcześniejsze, również były kupowane we wspomnianym sklepie) w taki sposób, żeby lampki były gołe. I zainicjowałam indywidualną burzę mózgów. 

Miałam do dyspozycji dwa sznury lampek, jeden na 20 kulek, drugi na 10. Z założenia, ten dłuższy miał zawisnąć na tablicy blisko kosza. Dłuższy, ponieważ włącznik lampek miał swobodnie leżeć na ziemi, tak by nie musiał bezwładnie zwisać obok motywacyjnych cytatów 🙂

Widzicie, że w dwóch rzędach od dołu kulki wydają się, hm, bardziej kremowe? Stało się z nimi to, co po dwóch miesiącach stanie się również z tymi śnieżnobiałymi (nowiuśkimi). Nie mam zielonego pojęcia, czy dzieje się tak ze wszystkimi cotton balls’ami dostępnymi na rynku.  

Jeden odcień mięty, ten ciemniejszy, wcale nie wyglądał tak źle, kiedy porównywałam go z kolorem kosza. Dlatego to właśnie ten pomieszałam z biało-kremowymi kulkami z nowego, jak i starego sznura. A resztę kulek wcisnęłam na mniejszy kabel i położyłam na parapecie. Genius!

 

Mój kącik wypoczynkowy z koszem na koce

Dość o święcących kulach. Zobaczcie jak całość się prezentuje:

kącik wypoczynkowy kosz miętus i cotton balls

Z kącika mam ogromną radochę! Mój mąż też, ale z nieco innego zastosowania kosza. Kiedy go plotłam, zapytał się mnie z wielką nadzieją w głosie, czy to nie jest przypadkiem coś w stylu podnóżka. Część osób lubi po całym dniu pracy, usiąść na wygodnej kanapie, włączyć ulubiony film i wyciągnąć nogi, znacie to, prawda? Nie będę ukrywać, lubię to i ja. Przeczuwałam co się świeci i wiedziałam, że kosz zostanie poddany „podnóżkowemu” testowi. Byłam przezorna, farba satynowa plus dwie warstwy lakiery, uczyniły z niego twardą sztukę. Wszyscy są zadowoleni 🙂

Tak naprawdę wypoczynkowy kącik dopiero powstaje. Mam w głowie kilka pomysłów na temat tego, co jeszcze powinno się znaleźć w zasięgu kącika i z pewnością dowiecie się o tym.